Uncategorized

PRZYSTANEK ALASKA (czyli moja alternatywna rzeczywistość) #18

Wiele rzeczy złożyło się na to, że powstał ten post. Po pierwsze ostatni nius, że będzie reaktywacja tego serialu (po 23 latach!). Jestem baardzo podekscytowany tą informacją, zwłaszcza, że pojawi się tam Rob Morrow (czyli mój ulubiony Fleischman) i będzie też część pozostałego, oryginalnego składu (nawet nie chcę czytać kto dokładnie, bo chcę sobie zrobić niespodziankę). Ciekaw jestem jak wyglądać będzie nowa odsłona mojego ukochanego serialu lat 90-tych (zwłaszcza, że Rob Morrow oprócz zagrania głównej roli ma zająć się też produkcją serii!). Druga rzecz dla której postanowiłem zabrać się za posta to po prostu moja bezgraniczna miłość do tego serialu i chęć podzielenia się nią! Uwielbiałem go kiedy się pojawił po raz pierwszy w latach 90-tych na TVP2 (swoją drogą nie mogę dotrzeć do tego kto to tłumaczył – myślałem, że Beksiński, ale nie jestem pewien – kiedyś znowu puszczali serial, ale z innym tłumaczeniem i to już było nie to). Może ktoś z Was wie?

Przed przeczytaniem wrzucam playlistę inspirowaną serialem. Część utworów faktycznie pojawiła się w odcinkach, a część po prostu jest moją wariacją na temat ścieżki dźwiękowej. Proponuję czytać sobie to, o czym piszę w rytm tych wspaniałych klasyków otulających ciepłymi dźwiękami i pozwalającymi przenieść się w ten magiczny świat.

Dlaczego Przystanek Alaska jest fantastyczny? Według mnie cała konstrukcja serialu jest wspaniała. Samo umiejscowienie jego fabuły w Cicely na Alasce! (tzn. faktycznie serial był kręcony w miasteczku Roslyn w Stanie Waszyngton – 80mil od Seattle). Miejsce (to fikcyjne) było zawsze dla mnie takim odpowiednikiem Lubomierza, gdzie jeździłem jako dziecko. Drewniany, zabytkowy domek z bali mojej rodziny znajdujący się w rejonach Beskidu Wyspowego i Gorców. Domek otoczony lasem, polanami, oddalony od najbliższych domostw o jakieś 1,5 km. Dla mnie jako dziecka kopalnia pomysłów na zabawę (patyki, błoto, strumienie). Domek nie miał elektryczności, więc całe dwumiesięczne wakacje były całkowicie unplugged. Był otwarty kominek i stary piec, na którym się gotowało. Kapaliśmy się w deszczu, albo strumieniu albo podgrzanej na piecu wodzie. Co roku spędzałem tam wakacje z moim młodszym bratem i dwoma kuzynkami oraz naszymi mamami. Magiczny czas. Do dzisiaj zapach żywicy, igliwia, mokrego drewna czy mokrej ziemi przenosi mnie tam. Sama wieś nie jest co prawda podobna do Cicely, ale mężczyźni tam też chodzili wtedy w koszulach w kratę, wozili drewno. Dlatego też klimat nieco przypominał mi moje dzieciństwo tam.

Ujęło mnie podejście twórców do wszelakich smaczków jeśli chodzi o scenografię, klimat. Kiedy pokazywane są sceny na ulicy w tle zawsze albo biegnie bezpański pies, przejeżdża ciężarówka z drewnem, widać rzeźby Indian lub brodatych kolesi w koszulach w kratę. Wszędzie są oczywiście stare pick upy. Super ładne witryny sklepowe. Uwielbiam! Do tego wystroje pomieszczeń zawsze mają lampki, motywy lokalnego folkloru, zdobienia w pstrągi czy kruki, piękne pledy, lampy etc. Całość naprawdę buduje klimat (można powiedzieć nieco utopijnej acz wspaniałej) społeczności, odciętej od reszty świata. Osobna rzeczywistość.

Po drugie postacie są cudownie skonstruowane, wielowymiarowe, wspaniale zagrane (aktorzy często z niewielkim doświadczeniem, zaczynający dopiero swoją karierę grają tam dużo, dużo lepiej swoje postacie niż niejedni, topowi, rozchwytywani aktorzy poważne role teraz ). Pamiętam, że naprawdę przeżywałem ich problemy, rozterki, doświadczenia. Są naprawdę rewelacyjni.

Mamy tu więc:

dr. Joel Fleischmana

Wspaniale sfrustrowanego lekarza żydowskiego pochodzenia, nowojorczyka z krwi i kości, który został osadzony w małym Cicely na Alasce zupełnie nie ze swojej woli. Moim zdaniem jest przegenialny w swojej roli. Jest marudny, trochę zarozumiały, sarkastyczny, sceptyczny. To wyrwanie go z Nowego Jorku i osadzenie w rzeczywistości zupełnie odmiennej jest dla tego serialu kluczowe. Zawsze podobało mi się to jak zderza się z dziczą, naturą, zwyczajami, z którymi nigdy nie miał do czynienia. Do tego jego styl zawsze mi się podobał. Kamizelki, polary Patagonii czy North Face, a pod spodem koszula z krawatem. Spodnie z grubego sztruksu lub chinosy a do tego adidasy lub śniegowce. Na rękach spory sygnet na ręce, fajny zegarek (zawsze przy gestykulacji mi się one na jego rękach podobały).

Maggie O’Connell

Wszyscy moi kumple się w niej wtedy kochali. Mnie się podobała, ale żebym był mega w niej zakochany to nie, raczej nie. Co zabawne pamiętam taki odcinek, kiedy przeżywała to, że ma 30-lat. Pojechała sama nad rzekę, żeby spędzić tam noc i się z tym pogodzić, odnaleźć spokój w sobie. Pomyślałem sobie wtedy, że to musi być mocne doświadczenie dla takiego starszego człowieka…no i popatrzcie tylko na to…już jestem po…a wydawało się to wtedy tak odległe. Pamiętam, że myślałem nawet wtedy, że też tak chciałbym spędzić te urodziny. Blisko natury, blisko siebie.

Silna osobowość na zewnątrz, ale choleryczną i niepewną wewnątrz. Często przewijały się w epizodach z jej udziałem sprawy dotyczące relacji damsko-męskich. Zawsze chciała udowodnić, że jest samodzielna, samowystarczalna, ale pod tą powierzchnią czaiła się krucha istota. Krótkie włosy (w początkowych seriach), podmalowane oko. Jej styl też był bardo fajny. Pokazane były parokrotnie jej ciężkawe relacje z matką.

Oczywiście osobą, która najbardziej działała jej na nerwy był powyżej wspomniany Fleischman. Zawsze bardzo bawiły mnie te przekomarzania czy czasem większe wymiany zdań, a nawet małe wojny między nimi. Dwójka ludzi z różnych środowisk, którzy tak naprawdę czują coś do siebie…tylko bliżej nie wiedzą czy to nienawiść czy pożądanie. Podoba mi się przedstawienie ich relacji – nigdy nie było wiadomo czy sie pozabijają zaraz czy pójda do łóżka.

Chrisa Stevensa

Ex więźnia prowadzącego radio, mieszkającego w przyczepie nad jeziorem człowieka o bogatym, artystycznym wnętrzu. Bardzo podoba mi się, że jest takim uduchowionym lekkoduchem. Popija piwko, czyta książki, słucha muzyki. Jest postacią często spajającą przygody bohaterów dzięki audycjom radiowym, które są nieodzownym elementem każdego odcinka. Czyta w nich wiersze, fragmenty prozy, puszcza muzykę. Rozmyśla na głos odnosząc się do różnych filozofów, filmowców, muzyków, malarzy i artystów. Odnosi się zarówno do teologii, filozofii, teorii sztuki jak i fizyki czy psychologii. Kopalnia wiedzy, kopalnia inspiracji. Byłem nim zachwycony jako nastolatek. Do tego zawsze ta jego wolność – mieszkanie z dala od miasta w przyczepie kempingowej nad jeziorem (w którym sie kąpał co rano).

Był też jeszcze jego motor (czyli oczywiście symbol wolności – zwłaszcza, że byłem świeżo po obejrzeniu wtedy Easy Ridera)i jazda po bezkresnych drogach Alaski. Jeśli chodzi o styl to były jego włosy zaczesane do tyłu, lekki zarost, czasem bandany, kurtki jeansowe, rękawiczki bez palców i kamizelki.

Eda Chigliaka

Czyli Indianina młodego pokolenia zakochanego w kinematografii (Woody Allen, Bergman etc.). Sam robi filmy o jego otoczeniu, ogląda też dużo filmów na vhs-ie lub w kinie w miasteczku. Jest dość oderwany od rzeczywistości i jego relacja z Fleischmanem też zawsze mnie bawiła. Pewność swego, konkret i oparcie Fleischmana w faktach vs. mistycyzm, rozmowy z duchami i naiwność Eda.

Ed często kontaktuje się z duchami, bożkami. Lubię go bardzo, jest kreatywny i powolny. Symbolizuje tajemnicę, nieoczywistość w taki naiwny nieco sposób. Jego styl też bardzo mi się podobał. Dłuższe, kruczo-czarne włosy, ramoneska ubrana na puchową, granatową kamizelkę a ta z kolei na np. koszulkę z Neilem Youngiem).

Mauricea Minnifielda

Czyli byłego astronautę, który jest człowiekiem majętnym i cały czas chce ten majątek pomnażać. Jest człowiekiem twardym, nieco samotnym i bardzo przedsiębiorczym. Miejsce, w którym żyje postrzega w kategorii biznesu, potencjału, który można wykorzystać do zarabiania pieniędzy. Rozgłośnia, w której pracuje Chris jest własnością właśnie Mauricea. Ed również pracuje dla niego. Wspaniała postać – zupełnie inna niż pozostali. Często jego czyny idą w kontrze do mieszkańców miasteczka, co powoduje liczne konflikty. Człowiek twardy, zaprawiony w bojach, koneser lubiący luksus i bycie podziwianym. Pewny siebie, ale czasem przeżywający różne, fenomenalne przełomy w postrzeganiu świata.

Hollinga Vincoeura

Czyli przyjaciela Mauricea (ich przyjaźń miała wzloty i upadki). Prawdziwego trapera, znającego się na tropieniu zwierzyny, życiu w głuszy. Prowadzi swój bar, gdzie rozgrywają się przeróżne wydarzenia, rozmowy. Mężczyźni w jego rodzinie słyną z długowieczności. Ma młodą żonę, a właściwie konkubinę, bo żyją bez ślubu. Razem z nią prowadzi bar. Lubię go, ale nie jest moja ulubioną postacią. Lubiłem taki traperski styl ubierania (biała gruba bawełniana bluzka a’la longsleeve, a na to koszula w kratę – zresztą tak się ubierali muzycy z Seattle również:)

Shelly Tambo

czyli żona Hollinga, eks cheerleaderka. Prosta dziewczyna o sercu i umyśle dziewczynki. Jako para z Hollingiem super zgrana. Ten kontrast między jej niedoświadczeniem życiowym, a jego wielką wiedzą jak żyć bardzo dobrze wpływa na ich relację i ciekawość ich postaci. Shelly zawsze ma inne (pojechane, nieco tandetne, kolorowe, ale czasem też ciekawe, związane z lokalnym folklorem Indian) kolczyki.

Ruth-Anne Miller

Czyli sympatyczną starszą panią, która prowadzi (jedyny pokazany w filmie) sklepik w którym wszyscy robią swoje zakupy czy odbierają przesyłki lub pocztę.

Jest umiejącą dbać o siebie kobietą i często służy dobrym słowem. Ma dosyć anarchistyczne podejście do życia, do wychowania dzieci. Zawsze kojarzyła mi się nieco z moją babcią. Chociaż ta filmowa ma dużo bardziej zwariowane przygody jak na przykład ruszenie z gangiem motocyklowym w trasę. Pamiętam odcinek o przemijaniu, który mnie mocno wzruszył. Zawsze podobał mi się jej sweterek Born to bingo.

Adama

Czyli jedna z moich również najulubieńszych postaci (występujacy epizodycznie). Weteran wojny w Wietnamie i jeden z najlepszych kucharzy na świecie. Chodzący na bosaka (czy to zima czy lato). Do tego chyba jedna z najzabawniejszych postaci w całym serialu. Nie wspominając już o jego super grandżowej stylówce. Długie włosy, wełniana czapka w kolorze electric blue, kurtka wojskowa M65, bojówki i koszula w kratę? Kaman! Marzenie!

Marilyn Whirlwind 

Czyli asystentka w gabinecie Fleischmana. Wymownie milcząca, spokojna, nieodgadniona i stanowiąca wspaniałą kontrę do samego Joela. Uwielbiam dialogi między nimi. Marilyn zawsze była kolorowo ubrana, była indiańsko oszczędna w słowach. Kiedy powiedziała coś więcej niż jedno słowo była to mądrość, którą trzeba było przetrawić nieco i samemu dogrzebać się do sedna – co często wprowadzało Joela w różne skrajne reakcje.

Nie piszę o pobocznych postaciach (i tak ten post zajął mi prawie cały dzień). Po prostu strasznie podoba mi się pokazanie relacji między poszczególnymi postaciami w sposób wysmakowany, czasem metaforyczny, często zabawny, ale na pewno mądry. Budzi emocje. Można wziąć z tego jakąś własną naukę. Wyciągnąć jakiś własny wniosek. Na pewno będę Frankowi (mojemu 6 letniemu synowi) pokazywał ten serial. Na razie jeszcze musi dorosnąć.

Uwielbiam ten realizm magiczny, który się pojawia prawie w każdym odcinku. Zawsze po szkole oglądając odcinek przenosiłem się do innej rzeczywistości, chłonąłem życie bohaterów, przeżywałem, odnosiłem do własnych doświadczeń. To nie była tylko rozrywka. Ta oniryczna strona, poetyckość tego serialu, jego humor, to, że mistycyzm miesza się tam z rzeczywistością sprawiało, że do dzisiaj jak oglądam niektóre odcinki to mam gęsią skórkę. Uwielbiałem wątki bardzo głęboko filozoficzne, religijne, kulturowe. Dzięki temu serialowi sięgnąłem choćby po poezję Walta Whitmana (miałem 16 lat!) czy zacząłem oglądać filmy Felliniego! Granica snu i jawy czasami jest grubsza czasami cieńsza, ale pomysłowość odcinków i tematów jest nie do porównania z żadnym innym serialem. Jest to jeszcze zrobione z takim smakiem i wyrafinowaniem, że cżłowiek przy każdym odcinku serwuje sobie ucztę dla umysłu.

No i otoczenie poza miasteczkiem, otulenie przez przyrodę! Wspaniała bliskość natury i jej wpływ na ludzi. Ciągłe wpływy przyrody, pór roku na bohaterów, na miasteczko. Prawdziwe plenery, wspaniałe lasy, polany, ośnieżone szczyty górskie w oddali. Bliskość dzikich zwierząt, żywiołów.

A tak swoją drogą czy myśleliście kiedyś nad podobieństwem między Przystankiem Alaska a Twin Peaksem? Ja już jakiś czas temu miałem taką rozkminę. Zobaczcie gdzie dzieją się obydwa seriale? Krecone były w tych samych prawie lasach (w Stanie Waszyngton). Obydwa seriale wystartowały w podobnym czasie. Scenografia: domki drewniane, otoczone lasem (Twin Peaks oczywiście było większym miasteczkiem, ale i tak). Częste przebitki lasu, drzew, panoramy. Styl ubierania czasem dość podobny. Dobra już nie mam czasu za bardzo na to żeby się rozwodzić, ale chciałem Wam dać do myślenia. Cicely czyli sielankowa utopia vs mroczne Twin Peaks.  Jakby się głębiej wgryźć w temat to jest naprawdę dużo podobieństw.

A jeszcze sobie przypomniałem, że Rob Morrow (czyli Fleischman) w 92 prowadził Saturady Night Live (czyli można rzec kultowy program rozrywkowy stacji NBC – który jest do dzisiaj, w którym występowali naprawde najlepsi aktorzy komediowi, gościnnie muzycy). W tym odcinku gościem muzycznym była akurat Nirvana! Patrzcie jak to wszystko się ze sobą łączy. Rob Morrow zapowiada Nirvanę! Szukałem jakiś anegdotek na temat tego czy ich poznał czy coś było ciekawego, ale nic nie znalazłem. Natomiast warto poczekać do końca koncertu i napisów końcowych. Chris i Dave na końcu, a cała prawa strona jakby nie widziała, uciekają. Śmieszne.

To tyle na dzisiaj. Wracam na ziemię. Myślę, że tym którzy nie znali, lub nie widzieli w tym serialu tego co ja, trochę pokazałem, że warto sobie go obejrzeć, a Ci którzy znają może sobie z uśmiechem przypomnieli parę zapomnianych wątków i to wszystko w rytmie fajnej muzyczki. Szukam jakiegoś odpowiedniego cytatu na zakończenie wpisu, ale pomyślałem jednak, że zakończę fragmentem, który bardzo lubię. Nie mówiąc o tym, że cały dzień spędziłem właśnie pisząc tego posta. Po przeczytaniu zatem, prosze tylko wygodnie usiąść sobie w fotelu i posłuchać chwilę muzyki.

5 thoughts on “PRZYSTANEK ALASKA (czyli moja alternatywna rzeczywistość) #18”

    1. 🙂 Po pierwsze fajnie, że ktoś czyta moje wypociny – dziękuję za komentarz:) Po drugie fajnie, że też pałasz uczuciem do tego serialu i do kolczyków:)
      Baardzo jestem ciekaw tego nowego sezonu. Nie chce się nastawiać oglądając wywiady czy czytając coś więcej o tym przedsięwzięciu. Chcę być świeżym do oglądania.

  1. Do dziś nie wiem, czy bardziej kochałam się w Chrisie, Edzie czy O’Connel… Chyba jednak wspomnienie Chrisa o poranku budzi najwięcej emocji – wysoki długowłosy filozof-artysta, a do tego łobuz to mieszanka wybuchowa.

    Ale nie napisałeś o milczącej Marylin! Toż to wizytówka Cicely!

    1. Moje uwielbienie też wahało się między różnymi bohaterami. Brak Marylin to wielkie, wstydliwe niedopatrzenie, bo miałem jej zdjęcia też przygotowane. W wolnej chwili oczywiście to poprawię!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *