O mnie

Nie jestem blogerem. Raczej obsesyjnym pasjonatem muzyki i filmów, zwłaszcza z lat dziewięćdziesiątych, w których dorastałem.

Czasy bez telefonu komórkowego, którego brak w kieszeni powoduje teraz panikę, bez Wi-Fi, bez którego człowiek w lesie czuje się jak zaszczute zwierzę, bez Facebooka i kreowania tam swojej osoby na minicelebrytę z tysiącem „przyjaciół”, wspominam z utęsknieniem.

Prawdziwa przyjaźń i spotykanie się twarzą w twarz z przyjaciółmi. Pisanie listów, wysyłanie kartek z pozdrowieniami, zbieranie z gazet wycinków o ulubionych kapelach. Odkrywanie nowych zespołów przez nagrywanie na kasety magnetofonowe audycji rockowych i jazzowych z radia. Pożyczanie kaset Davisa i Coltrana od taty, czy Faith no More i Nirvany od pierwszych miłości szkolnych. Zlecanie (jedynemu w rodzinie wujkowi posiadającemu odtwarzacz video i kablówkę) nagrywania na VHS programu Headbangers Ball puszczanego w MTV o 12:00 w nocy. Chodzenie na wagary do kina na filmy Jarmuscha, braci Cohen, Lyncha czy Tarantino. Robienie zdjęć aparatem analogowym i wkładanie ich do albumu. Obcowanie z przyrodą, czy to chodząc po górach, kąpiąc się w zimnych potokach, czy jeżdżąc nad morze pod namiot. Marihuana. Granie w kapeli na perkusji. Dzielenie się jednym piwem czy ostatnim papierosem z przyjaciółmi podczas wieczornych podróży po mieście przy rozmowach o miłości, muzyce i radzeniu sobie z życiem.

 

„The past beats inside me like a second heart.” ― John Banville, The Sea