Uncategorized

PRZED EKRANEM Z… Sam Rockwell #12

Dzisiaj (jako, że znowu dopadła mnie jakaś choroba i leżę w łóżku mając sporo czasu) postanowiłem dodać cykl wpisów poświęconych jednemu aktorowi, gdzie będę podawał filmy, które widziałem i polecam. Macie tak, że oglądacie czasami filmy tylko dla aktora? Ja tak mam. W cyklu pojawią się aktorzy zarówno super znani jak i mniej znani, aktorzy z wielkich ekranów i z całkiem malutkich. Aktor to będzie motyw przewodni. Natomiast gatunkowo będzie do wyboru do koloru (chociaż czasami, niektórzy aktorzy grają w podobnych klimatycznie filmach).

Sama Rockwella wybrałem na dzisiaj z dwóch powodów. Po pierwsze nie chciałem zaczynać od takich oczywistości jak De Niro, czy Holoubek (będę o nich pisał, ale nie teraz). Chciałem wybrać kogoś nie tak jednoznacznego i rozpoznawalnego. Chciałem wybrać na początek kogoś może nieco mniej poważnego, bardziej takiego, któryby może nawet nieco drażnił “koneserów” kina ambitnego. Po drugie wybrałem go bo ostatnio sobie o nim przypomniałem oglądając najnowszy film z jego udziałem Three Billboards Outside Ebbing, Missouri, za który dostał w tym roku Złoty Glob (w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy). Uwielbiam go za taką lekkość grania, za prawdziwość, za to, że potrafi być po prostu przekonywujący. Lubię go za to, że jak dla mnie nie jest typem przystojniaka, ale od razu można go polubić, poczuć jego charakter roli, przekonać nas do siebie swoimi aktorskimi umiejętnościami. Szukając jego zdjęcia na czołówkę tego posta nie mogłem nic znaleźć ciekawego, ale potem właśnie do mnie dotarło…on taki jest, z pozoru po prostu przeciętny, nie jakiś typ gwiazdy Hollywood, ale jak się go ogląda to się TO czuje. Mamm na myśli jego zdolności. Wielu “topowych” aktorów mogłoby mu ustąpić miejsca. Moim zdaniem jednak jeszcze nie dostał tej roli. Mam nadzieję, że po otrzymaniu tego Oscara ktoś wreszcie zaproponuje mu rolę na miarę jego możliwości. Rolę główną! Będę pisał o filmach z jego udziałem które rekomenduję od najstarszego do najnowszego (uwzględnijcie też fakt, że często trailery nie oddają klimatu filmu, więc spróbujcie mi zaufać).

1. Glory Daze (1995)

Lubię ten film bo jest taki ninetiesowy. Nastolatkowie kończą college w Kaliforni i nie wiedzą co dalej. Znany motyw, ale najbardziej lubiłem jak jest on traktowany właśnie w kinie w latach 80/90-tych. W roli głównej mało wtedy jeszcze znany Ben Affleck. Co ciekawe Sam nie jest wymieniony nawet w trailerze. Film ogląda sie bardzo przyjemnie, ma dużo fajnej punkowowej muzyki (NOFX, Bad Brains czy Mudhoney) i opowiada o rozterkach życia młodego człowieka nie wpasowującego się w kanony społeczeństwa. Myślę, że lubię ten film też dlatego, że dużo sytuacji przypomina mi moje czasy licealno studenckie.

2. Heist (2001)

To nie tak, że od czasu poprzedniego filmu do tego nic się nie działo, bo Sam grał w wielu produkcjach, ale Zieloną Milę czy Kosmiczną Załogę po prostu celowo pomijam. Wolno mi. Film Heist (mimo kiepskiego trailera) jest moim odkryciem sprzed paru lat. Świetny kryminał z fajnymi, zaskakującymi zwrotami akcji i przede wszystkim świetnym i moim ulubionym Genem Hackmanem. Jak widzicie na trailerze Sama prawie w ogóle znowu nie ma, ale w filmie jest i jest dobry. Film bez wielkich strzelanek i wybitnych efektów specjalnych, ale ze świetnymi aktorami i dobrym scenariuszem.

3. Welcome to Collinwood (2002)

Znowu trochę trailer nie oddaje klimatu tego filmu. Nie jest to po prostu głupia komedia slapstickowa. Owszem, jest w niej dużo elementów takich jak w trailerze, ale przede wszystkim jest naprawdę śmieszny scenariusz. Ciężko znaleźć dobrą komedię, a ta taka jest. Ma różne smaczki w stylu braci Cohen, a tacy aktorzy jak np. mój ulubiony William H. Macey dają temu filmowi aktorsko naprawdę wysoką jakość. Znowu nie ma tutaj Sama (który gra boksera Serbskie Tornado), ale myślę, że ten fragment zachęci Was bardziej niż trailer (zwłaszcza tych, którzy mają dzieci).

W skrócie komedia kryminalna, o “grupie przestępczej” nie do końca zorganizowanej i jej planie rabunku.

4. Matchstick Man (2003)

Film Ridleya Scotta, gdzie znowu Sam ma poboczną rolę. Film to kryminał o dwóch oszustach, z których jeden (Nicholas Cage) ma różne tiki i obsesje, a drugi (Sam Rockwell) jest arogancki i cwaniakowaty. Zwrotem akcji jest pojawienie się 14-letniej córki pierwszego z naciągaczy. Film znowu lekki, ale z dobrze skrojonym scenariuszem. Nicolas Cage jest świetny, a Sama jest trochę za mało, ale mimo to wart obejrzenia.

5. Gentlemen Broncos (2009)

Czyli trochę film z cyklu WTF? Jeśli ktoś lubi filmy robione przez Jareda Hessa (tego od Napoleon Dynamite, Nacho Libre) to na pewno ten film mu podjedzie. Poziom dziwności i abstrakcji tego filmu, ale i rodzaj humoru na pewno nie trafi do każdego. Do mnie trafia jak najbardziej, uwielbiam kiedy film wywołuje we mnie różnego rodzaju reakcje, a ten na pewno to zrobił. Siedziałem na wpół rozśmieszony, na wpół z otwarta gębą, zdziwiony tym jak ktoś może wymyślić taki film. Motyw przewodni to chłopak jadący na konwent sci-fi. Rzeczywistość nierzeczywista. Sam Rockwell jako Bronco. Warto choćby dla samego obejrzenia czegoś innego od typowych produkcji.

6. Everybody’s fine (2009)

Film porusza temat relacji ojciec – dzieci. W roli głównej Robert De Niro, który jako samotny ojciec, postanawia sprawdzić jak radzą sobie jego dzieci. Okazuje się, że jego wyobrażenie a rzeczywistość to dwie różne rzeczy. Film lekki, ale o ważnych sprawach. De Niro w roli samotnego, nie do końca doganiającego pędzącą współczesność ojca,  budzi moją wielką sympatię, tak jak i każde z jego filmowych dzieci tutaj. Motyw niespełnionych oczekiwań rodzicielskich nie jest może jakoś wybitnie zgłębiony, ale mimo wszystko podoba mi się jak jest ukazany. Sam Rockwell występuje jako jedno z dzieci (grające na bębnie w orkiestrze), mimo znowu pobocznej roli jest po prostu dobry i dodaje tutaj swoje 5, no może 10 groszy.

7. Seven Psychopaths (2012)

Czyli komedia kryminalna (jakkolwiek to brzmi…) o kolejnych naciągaczach, tym razem na “znalezionego psa”. W rolach psychopatów między innymi Christopher Walken (genialny jak zawsze!), Woody Harelson (którego od czasu True Detectiva wreszcie doceniłem w pełni i wszedł do mojej czołówki aktorów) czy Colin Farell (za którym nie przepadam). W filmie jest też miejsce dla Toma Waitsa i Harry Dean Stantona (uwielbiam go!! napisze o nim na pewno!). Film ma szybką akcję, będąc przy tym zabawnym. Teraz mam trochę obawę, że same lekkie filmy, które wam rekomenduję was zniechęcą do czytania następnych rekomendacji, ale obiecuję przywalić czymś arcy ciężkim i śmiertelnie poważnym w którymś z następnych wpisów o aktorach, żeby była równowaga.

8. The way way back (2013)

Czyli film o chłopaku z rozbitej rodziny, który jedzie wraz z mamą, jej partnerem z córką do domku na plaży na wakacje. Chłopak jest bardzo nieśmiały i niepewny siebie, ale podejmuje potajemnie pracę w Parku Wodnym i tam poznaje Sama Rockwella (świetnego tutaj w roli Owena – wybitnie wyluzowanego pracownika Parku). Mimo tego, że cały scenariusz to cliche jak fix, to jednak postać Rockwella czy głównego bohatera są na tyle dobrze skonstruowane, że wcale to nie przeszkadza. Ogląda się dobrze. Ja oczywiście najbardziej przeżywam zawsze role ludzi porzuconych i przegranych, wyjętych z rzeczywistości, niewpasowanych, stąd pewnie za to ten film dostaje u mnie również plusa. Myślę, że jeśli np. fragment poniżej trafi w Wasze poczucie humoru to film Wam podjedzie. No i zobaczcie z jakim brakiem maniery on gra, po prostu jakby bez grania. Footloose anybody?

Trochę mi się ta scena kojarzy z samym Rockwellem, albo się go rozumie (w sensie to na czym on bazuje w roli, sposób w jaki gra) albo jest się jak ta grupa dzieciaków czekająca w kolejce.

9. Three Billboards Outside Ebbing, Missouri (2017)

Czyli film obsypany w tym i zeszłym roku 16 nagrodami oraz 50 nominacjami. Historia kobiety, która po nie do końca wyjaśnionej śmierci córki nie może pogodzić się z bezczynnością policji, więc umieszcza trzy plakaty przy drodze w pobliżu jej miasteczka. Reżyser Martin McDonagh (ten od 7 psychopatów) stworzył wspaniałe warunki dla wspaniałych aktorów: Frances McDormand (pokochałem ją od filmu Fargo), Woody Harelson no i oczywiście Sam Rockwell. Cała trójka zagrała tutaj olśniewająco. Mimo, że role nie są dramatyczne i wybitnie złożone to film dzięki nim naprawdę wspaniale się ogląda. Swoją droga zauroczyło mnie jak Ci aktorzy są bardzo ze sobą zżyci. Zobaczcie na reakcję McDormand jak Sam Rockwell odbiera swoją nagrodę. Jest podekscytowana tym, że wreszcie on dostaje uwagę na jaką zasłużył, a nie kamerą. Swoją droga Sam fajnie podsumował: “I’ve been in a lot of indies (w sensie independent movies) so… it’s nice to be in a movie that people see”.

No i to by było na tyle. Mam nadzieję, że coś stąd wybierzecie sobie do oglądania. Uważam, że to naprawdę dobry aktor. Ja z kolei zabieram się za maraton bo przede mną trzy filmy z Samem, których jeszcze nie widziałem a zapowiadają się dobrze. Nie wiem czy polecam jeszcze, ale podam je poniżej. Co ciekawe akurat wszystkie trzy wydają się być bardzo poważne i akurat we wszystkich sam jest w roli głównej.

10. Moon (2009)

11. Conviction (2010)

12. Single Shot (2013)

1 thought on “PRZED EKRANEM Z… Sam Rockwell #12”

  1. Widziałam ze 3 z tych filmów, po Twoich rekomandacjach i wrzuconych tu trailerach na pewno obejrzę jeszcze kilka. Ale najbardziej z powyższych filmików podobał mi się ten z Oscarów. Frances! Nieprawdopodobnie podniecona wygraną kolegi, a jaka skupiona na tym, co on mówi że sceny! Radość aż w niej kipi. Nigdy jej takiej nie widziałam. I jak kamerzystę przegania… boska!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *